Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Wspomnienia Jana Tereszczenko - Zieleniak 1944
Autor Wiadomość
Jerzy_S 

Wiek: 67
Dołączył: 06 Kwi 2011
Posty: 715
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-10-02, 09:55   Wspomnienia Jana Tereszczenko - Zieleniak 1944

Wspomnienia Jana Tereszczenko - Zieleniak 1944

Dziś termin "ZIELENIAK" nie przywodzi na myśl grozy, jaką przez wiele lat wzbudzał u ludności Warszawy, i pewnie u wielu innych Polaków. "Zieleniak" był to dość duży plac targowy, otoczony murem ceglanym, ze dwa metry wysokości, z dwoma bramami, przez które już o wczesnych godzinach rannych zajeżdżały wozy z zielenizną. Nie było tam ani dachów nad głowami, ani urządzeń sanitarnych – bo konie użyźniały klepisko odwiecznym obyczajem, a woźnice, po kole. Była tam, co prawda, jedna pompa wodna na środku, do pojenia koni, a przy bramie wjazdowej kilka wozów typu cyrkowo-cygańskiego, w których prawdopodobnie mieściła się administracja. I jeszcze jeden szczegół: oddzielał "Zieleniak" od pętli tramwajowej nieco inny mur, wysokości może jakieś 1,5 metra, ale zbudowany oszczędnościowo z cegły w taki sposób, że cegły te mijały się, tworząc pewnego rodzaju ażur. Ten detal ma pewna wagę w dalszym ciągu narracji...

Teraz, wpuszczanie na "Zieleniak" odbywać się będzie me-to-dycz-nie. Otaczała nas cala sfora "ukraińska", ale była tam też mnogość wojska i SS, oraz stojący na środku ulicy wojskowy kabriolet ze świtą wyższej rangi, nadzorującą procedury. Odbywała się kolejna rewizja, tym razem skoncentrowana głownie na przedmiotach domowego użytku, bo "Ukraińcy" zabierali teraz głównie sztućce. Obok bramy stały rzędem magistrackie kubły na śmieci, wypełnione widelcami, nożami, łyżkami, do których dorzucano bez przerwy następne przedmioty odbierane nam.

I kiedy tak staliśmy czekając na naszą kolej, w pewnym momencie powstało w tłumie zamieszanie. Czarno mundurowy, być może Bahnschutz, albo esesman specjalnych służb, wyciągnął z tłumu młodego chłopaka, może czternastolatka, i szarpiąc go za kapotę, bił i kopał gdzie popadło. Ten osłaniał się najpierw rękami, ale kiedy ta masakra nie ustawała, zerwał z siebie palto oddając ciosy na odlew. Obok na chodniku widać było rozwaloną walizkę z rozsypaną mąką i z jakimiś rozrzuconymi dookoła przedmiotami; wyglądały na łuski odpalonych nabojów karabinowych. I trwała ta scena dostatecznie długo, żeby Mama, pozostawiwszy naszą grupę podeszła do stojących wokół kabrioletu oficerów i założyła protest na bestialstwo odbywającej się przed nami sceny. Niemieccy oficerowie mieli nieodmiennie przez tradycję militarną wdrożoną elegancję zachowania się, i dokonał się oto, przed moimi oczami, obraz salutowania, przysłuchiwania się, jakiejś dyskusji i… odsalutowywania. Mama wróciła z tej misji skonsternowana. Z jej relacji wynikało, że po wysłuchaniu jej protestu, jeden z oficerów w elegancki, ale stanowczy sposób powiedział do niej po niemiecku:

'Zachciało się wam powstania, no to macie przedsmak bolszewizmu...'

(Wiele lat później czytałem wspomnienia kucharki samego Kamińskiego z tego okresu. Nie jest wykluczone, że biorąc pod uwagę zapamiętane szczegóły i detale otoczenia, moja Mama komunikowała z samym Kamińskim, w otoczeniu innych SS-manów…).

W tym samym momencie esesman, który już zakończył torturowanie pokrwawionego chłopca, oddał go pod komendę "Ukraińca", i w chwili kiedy właśnie wchodziliśmy w bramę "Zieleniaka", "Ukrainiec" wrzeszcząc prowadził chłopca pod lufa karabinu w kierunku tych wozów cyrkowych. I widzę nagle, jak chłopak odwraca się, a następnie daje susa miedzy te wagony, i biegnie... Biegnie ku tej ażurowej ścianie "Zieleniaka". "Ukrainiec", wrzeszcząc i wymachując karabinem rusza za nim; biegną też inni "Ukraińcy"; chłopak dobiega do muru, i tu następuje obraz, który pozostanie ze mną na całe lata. Widzę twarz chłopca, który odwrócony do nas przodem, przechwyciwszy prawą ręką zwieńczenie ściany, zamiera na moment w tym dramatycznym rozkrzyżowaniu, a następnie, trzymając się muru jedynie prawą ręką, jednym susem przeskakuje mur. "Ukraińcy" dobiegają do muru i korzystając z jego ceglanej ażurowości strzelają raz za razem przez te otwory. W kilka chwil później, kiedy my dołączyliśmy już do reszty tłumu na środku placu, widziałem jak kilku "Ukraińców" przerzuciło przez mur czyjeś zwłoki, i wdeptało je do wykopanej obok dziury.

Takich chłopców, w czasie Powstania pobito, zraniono czy zamordowano tysiące. Powstanie i jego morderczość odeszło już do historii, jak odszedł również do historii i "Zieleniak", i mało kogo dziś to wzrusza. Ten chłopak, jak się później okazało, był podobno synem znanego malarza, bodaj Tadeusza Styki, zamieszkałym w domu przyległym do naszego. Kiedy Niemcy zainstalowali tam na balkonach pozycje karabinowe, znalazł pozostawione po nich łuski od nabojów, i zabrał ze sobą z Warszawy. I za te łuski zginął... Ale nie o to nawet tutaj chodzi, bowiem tam, wtedy, na warszawskim "Zieleniaku", miał miejsce trudny do wytłumaczenia cud. Już po wojnie, wiedziony zachowanym w pamięci obrazem, poszedłem kiedyś w towarzystwie kilku kolegów na to samo miejsce, szukać odpowiedzi na dręczące mnie pytanie. Brama była tam gdzie ją pamiętałem, że była, i pompa też, jak również ten ażurowy murek. Nawet te dziury w ziemi też się zachowały. Stojąc pod tym murkiem, w tym samym miejscu, w którym przeskoczył przez niego Styka, dokładnie tak jak on przerzuciłem moją prawą rękę przez zwieńczenie ściany, i tak jak on próbowałem przerzucić przez ten mur moje nogi. Ale nie było to możliwe. Moi koledzy też próbowali, i też im nie wyszło. Jak więc, jakim specjalnym nieludzkim (cudownym...?) sposobem dokonał wtedy tego ten chłopak…? Czy -- jak uczy wieść gminna – że w obliczu zagrożenia życia, są ludzie w stanie dokonywać nadludzkich wysiłków, jakich nie byliby w stanie dokonać w normalnych warunkach…? A może był to faktycznie jakiś cud…?

"Zieleniak" włączono do leksykonu martyrologii narodowej polskiej, a potem zapomniano. Nie starczyłoby miejsca na nowe budownictwo, na działki, czy na uprawy rolne, jeśliby celebrowano w Polsce każdy kawałek ziemi, po którym poniewierają się wspomnienia narodowych cierpień. Ale jak mówi poeta: '...poeta pamięta...' -- dlatego oddałem tutaj hołd "Zieleniakowi", żeby całkiem nie poszedł w zapomnienie.



Późnym popołudniem 11-go sierpnia, nasze koczowanie na "Zieleniaku" się skończyło. Co miało być dalej, nie było w naszej mocy do przewidzenia, i należało może dziękować Bogu, że nie padał deszcz i że nie musieliśmy tak jak inni koczować na tym placu przez kilka dni. Niespodziewanie otworzono bramę wyjazdową i w ponaglaniach "Ukraińców" komenderujących: 'Po szesc'...! po szesc'…!' -- kolumna nasza ustawiła się w pochód i ruszyła przedłużeniem ulicy Bema -- 'po szesc'…!' -- do przodu. Było tym razem jakoś bardziej spokojnie, chociaż nie mniej groźnie.

FB,2października1944,2października2016.jpg
Plik ściągnięto 163 raz(y) 63,05 KB

Od Ochocianie na FB, z perspektywy kanałowego włazu fot. Tomasz Smogorzewski.jpg
Plik ściągnięto 6 raz(y) 48,83 KB

_________________
Jerzy_S
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2016-10-05, 08:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione